Mój zawód, moja pasja - dr Aneta Pukacz


Przeczytaj opowieść dr Anety Pukacz, która oddała swoje serce edukacji, a dziś dzieli się z wami swoimi przemyśleniami i historią.

"Półwiecze pracy nauczycielskiej skłoniło mnie do refleksji nad wykonywanym przez siebie zawodem. Moja historia z belferstwem sięga jednak nieco dalej…Byłam dzieckiem mamy nauczycielki, mamy dyrektora. Mamy, która zawsze miała dla mnie czas. Nie biegałam z kluczem na szyi, nie wycierałam kątów u sąsiadek.. Mama przeważnie była w domu. Kiedy przychodziłam ze szkoły pachniał obiad, w wakacje wyjeżdżałyśmy na kolonie, wczasy…, do naszego domu przychodzili uczniowie, których mama przygotowywała po lekcjach do olimpiad z języka polskiego. Mamę jako nauczyciela podziwiałam. Mieszkaliśmy na osiedlu, na którym był kościół, szkoła, przychodnia zdrowia i sklepy z wszelkimi potrzebnymi artykułami, od chleba do gwoździa. Wszyscy się znali i wszyscy, archaicznie to zabrzmi, szanowali. Nowa szkoła (1980 rok) mieściła 1800 uczniów (niemało), mieszkających na nowym hucianym osiedlu. Przyjechali tutaj z rodzicami, którzy budowali Hutę Katowice, z całej Polski. Mama ukończyła Studium Nauczycielskie, później studia magisterskie na Uniwersytecie Śląskim. Przez całą swoją pracę zawodową była nauczycielem języka polskiego, później dyrektorem szkoły. Na osiedlu każdy rodzic, każdy uczeń ją znał, szanował, z każdym zamieniała parę słów, wspierała, motywowała, dawała drugą, trzecią a nawet czwartą szansę tym w potrzebie. Była, a w zasadzie jest kobietą mądrą, oczytaną, elegancką, mającą swoje zasady, nauczycielem, którego się pamięta nawet po odejściu na emeryturę, zaprasza na spotkania klasowe, przysyła pocztówki z wakacji, życzenia świąteczne…

Takim wzorem belfra była moja mama. Nauczycielka świetna w swoim zawodzie, który do dziś pozostał jej największą życiową pasją. Opowiadała mi, że ten zawód sobie wymarzyła…

Ja, 26 lat temu zaczęłam, przez przypadek, pracę z dziećmi i młodzieżą słabo widzącą i niewidomą (podobnie jak mama ukończyłam studia na Uniwersytecie Śląskim) w SOSW w Dąbrowie Górniczej. Mój dom rodzinny miał na mnie silny wpływ, aczkolwiek wtedy nie byłam tego do końca świadoma. Zrozumienie tego wpływu na moje życie przyszło później. Pracę w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym traktowałam jako czas, w którym zrobię doktorat i zostanę być może dziennikarką lub przejdę do jakiegoś prestiżowego liceum, w którym będę realizowała swoje ambicje. Będę miała olimpijczyków, będę prowadziła ciekawe lekcje, będę takim nauczycielem, o którym zawsze marzyłam, żeby mnie uczył. Jako Pani nauczyciel będę miała czas dla domu, męża, dzieci. Postaram się być takim nauczycielem jak moja mama.

Obroniłam pracę doktorską i zostałam z moimi słabowidzącymi i niewidomymi uczniami do dziś. Wyzwoliłam w sobie inne ambicje, inne pomysły na atrakcyjność lekcji, moi uczniowie mają inne problemy, które rozwiązuję z nimi na co dzień. Zauważyłam, że co pięć lat zmieniam “coś” w swojej pracy, aby zawsze była dla mnie ciekawa, abym nie wpadła w rutynę. Prowadzę zajęcia teatralne, tworzymy z zespołem stroje, scenariusz, muzykę, jeździmy na konkursy, wygrywamy nagrody. Dostosowuję do moich słabo widzących i niewidomych uczniów materiały, wykorzystuję inne pomoce dydaktyczne, optyczne, organizuję “żywe lekcje”, jeżdżę z nimi na wycieczki, zarażam ich sztuką. Angażują się w działania, które im proponuję. Patrzę jak dzięki pracy rozwijają się, wierzą w swoje możliwości. Cieszę się z nimi z każdego, ktoś by powiedział małego sukcesu. Ale dla nas są to sukcesy na nasze możliwości. Sukcesy, które dają wiarę w ich możliwości, podnoszą w nich samoocenę. Stają się ludźmi pewniejszymi swoich wyborów, decyzji, bardziej otwartymi. Właśnie o to chodzi przede wszystkim w pracy z osobami z niepełnosprawnościami - stworzyć im warunki, dostosowania, wzmacniać, motywować, dawać szansę. Cieszę się kiedy moi uczniowie idą na studia, pracują w ciekawych miejscach, spełniają się i są niezależni.

Dziś mogę powiedzieć, że mój zawód to moja pasja. Swoją wiedzę praktyczno-teoretyczną przekazuję słuchaczom na studiach podyplomowych. Lubię to. Zawsze podkreślam, że nie przepracowałam ani jednego dnia w życiu, wszystko co robię, jest moją pasją (Konfucjusz).

Żałuję tylko, że zmienił się status nauczyciela i szkoły. Dzisiejszy nauczyciel (zdaję sobie sprawę, że nie każdy, ale większość) wciąż, nieustannie się doskonali, dokształca, poświęca czas na swój rozwój, na nauczanie, nie tylko uczenie swoich uczniów. Szkoła, która kiedyś wyznaczała ścieżki młodzieży jest w Polsce skostniała, szablonowa i nie przyciąga uczniów, rzadko rozwija ich pasje, ich wyjątkowość. Jest nastawiona na wynik egzaminu, sprawdzianu. Przeładowane podstawy programowe, ilość godzin, które spędzają młodzi ludzie w szkole, korepetycje, presja wyboru „być, albo mieć”, obecnie problem „nauczania zdalnego”, którego każdy ma już dosyć - dziecko, rodzic, nauczyciel skutkuje słabymi notami wydawanymi szkole i nauczycielom. Życzę sobie, a przede wszystkim młodym nauczycielom, aby zostali społecznie docenieni przez uczniów, rodziców, dyrektorów, władze samorządowe i Ministerstwo. "

dr Aneta Pukacz