​Młody nauczyciel o pracy w zawodzie. Oczekiwania vs. Rzeczywistość


Jest! Zrobiłeś to! Nie tylko skończyłeś studia (i pewnie kilka dodatkowych kursów), ale też znalazłaś pracę w szkole. Ciągle pamiętasz wspaniałą panią Barbarę z matematyki (to dzięki niej dzisiaj jesteś w szkole), ale i biolożkę (O! Takim nauczycielem to ty nie będziesz). Skonfrontujmy oczekiwania z rzeczywistością…

Długie wakacje!

Wybrałeś tę pracę, bo wypłata nienajwyższa, ale przecież wakacje, ferie i inne dni wolne. Ciągle wolne! Nauczyciele to jedna z grup zawodowych z najdłuższym urlopem i wszyscy o tym wiedzą (tyle jest memów na ten temat). Tak, ale tylko pod jednym warunkiem – że pracujesz w szkole publicznej. Tutaj obowiązuje słynna Karta Nauczyciela.

Jeśli trafisz na szkołę niepubliczną (prywatną lub społeczną), długość twojego urlopu będzie regulował kodeks pracy oraz decyzje dyrekcji. W praktyce możesz mieć wolne wakacje lub ich część, ale wcale nie musi tak być. Zadaj pytanie o długość urlopu w placówce, nim podpiszesz umowę.

Money, money, money

To drugi element, który często pojawia się w dyskusjach o zawodzie nauczyciela. Jedni przypomną sobie słynną scenę liczenia pieniędzy z “Dnia Świra”, inni powiedzą, że w sumie za tak małą liczbę godzin wypłata jest całkiem dobra.

Jak jest naprawdę? Spróbuję krótko wyjaśnić, od czego zależy wynagrodzenie nauczyciela i ile tak naprawdę zajmuje jego praca. Kluczowe jest pensum. To pojęcie oznacza liczbę lekcji, które musi przeprowadzić każdy nauczyciel w ramach jednego etatu. Aktualnie wynosi ono 18 godzin lekcyjnych tygodniowo. To właśnie od tej liczby wyznaczane są stawki dla nauczycieli na kolejnych stopniach awansu.

Na początku jesteś stażystą i twoja kwota podstawowa to 2949 zł. Dobra wiadomość jest taka, że średnie wynagrodzenie jest trochę wyższe i wynosi 3537,80 zł. Zła, że to nie jedyne obowiązki, jakie musisz wykonać. Nie myślę tutaj nawet o przygotowaniu lekcji, sprawdzaniu prac uczniów, dyżurach na przerwach i wypełnianiu dokumentów.

Oprócz pensum obowiązuje cię również tradycyjny, czterdziestogodzinny tydzień pracy, w którym będą odbywały się między innymi spotkania rady pedagogicznej, wywiadówki, konsultacje, zebrania różnorodnych komisji i wszystko, co jeszcze zaplanuje dyrektor. Możesz również otrzymać dodatkowe obowiązki, jak przygotowanie imprez, prowadzenie szkolnych mediów, przygotowanie zestawień i dokumentów. W praktyce może oznaczać to, że dwóch nauczycieli otrzymujących to samo wynagrodzenie spędza w pracy znacząco różną liczbę godzin.

Samo wynagrodzenie mocno zależy również od wysokości dodatków, a tych istotnych jest co najmniej kilka (dodatek motywacyjny, funkcyjny, wiejski itp.) Na pewno ucieszy cię, że, tak jak inni w budżetówce, dostaniesz trzynastkę. Wszelkie kwoty mocno różnią się w zależności od tego, jak bardzo samorząd lokalny docenia edukację. I na koniec - jeśli znalazłeś pracę w szkole niepublicznej, zapomnij o tych rozważaniach. Stawki oraz czas pracy negocjuj z dyrektorem. Tutaj obowiązują zasady jak w każdym przedsiębiorstwie.

Mam doświadczenie, wiedzę i pomysł

No właśnie. Kolonie, świetlice i inne NGO-sy… To mój przykład. Przychodząc do szkoły wydawało mi się, że jestem naprawdę doświadczony.

A jednak… szkoła rządzi się swoimi zasadami. Oprócz własnej wyobraźni, twoją codzienną pracę będą regulowały m.in. podstawa programowa (zakładam, że znasz ją na pamięć) i program nauczania. Ten ostatni niby wybierasz sama, ale w praktyce może się okazać, że... No wiesz... Ten jeden jest właściwy, sprawdza się i... Hmm, jasne, możesz wybrać inny podręcznik, ale dopiero za rok, dwa. System punktuje głównie wyniki egzaminów zewnętrznych i konkursów, czyli to, co kuratorium może zbadać swoim "szkiełkiem i okiem". Czy musisz się temu poddawać? Niekoniecznie. Z pewnością pomoże ci asertywność oraz jasne wytyczenie własnych celów. Z czasem znajdziesz własny sposób, dzięki któremu i system będzie syty, i uczeń cały.

Reformy!

Są uciążliwe i niewygodne. Obojętnie, czy mówimy o dłuższych damskich gaciach (taki suchar), czy "ulepszeniach" wprowadzanych przy okazji prawie każdej zmiany ministra edukacji (W przypadku tych pierwszych nie można mieć pewności). Wielu nauczycieli zgodzi się z tym, że to najczęściej burza w szklance wody. Mniejsze czy większe modyfikacje zazwyczaj nie mają bezpośredniego wpływu na prowadzone przez ciebie zajęcia. Bywa, że sprowadzają się do zmian w nazewnictwie (np. półrocze zamiast semestru) i produkcji kolejnych dokumentów. Te ostatnie najlepiej trzymaj w jednym miejscu, w formie elektronicznej, dzięki temu zmiany będą mniej dotkliwe. Poza tym po prostu rób swoje.

Szanowne koleżanki i koledzy!

Jeszcze w szkole średniej pokój nauczycielski był dla ciebie tajemniczym miejsce, gdzie te wszystkie oryginały jakoś funkcjonowały razem. Teraz jesteś jednym z nich. Oczywiście, jak w każdej pracy, możesz trafić na lepsze czy gorsze towarzystwo. Jeśli jednak masz taką możliwość, pytaj. O wszystko. Większość twoich bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów chętnie przyjmie pozycję mentora (przecież to nauczyciele!), sprzeda ci kilka sprawdzonych pomysłów oraz poradzi, np. w sprawie szkolnej dokumentacji. Tej zawsze jest sporo, ale jej ilość może się mocno zależeć od tego, jak dyrektor interpretuje przepisy.

Uzbrojony i niebezpieczny?

Nie, nie, nie. Nie musisz pytać wszystkich wokół, bo przeczytałeś masę informacji, książek, doniesień na temat światowych trendów w edukacji, pedagogice i psychologii. Wiesz, że np. tradycyjne oceny wcale nie są potrzebne i doskonale orientujesz się w tym, jak pracują twoi fińscy koledzy. Chcesz stanąć po Jasnej Stronie Mocy i wyciągnąć swoich uczniów z dziewiętnastowiecznego, pruskiego systemu nauczania. Niech moc będzie z Tobą młody padawanie, ale przygotuj się na spory opór.

Wbrew powszechnej krytyce, nasz staroświecki system jest dla wielu osób naturalny, a wszystkie prawdziwe zmiany potrzebują czasu. To nie tylko kwestia przyzwyczajeń dyrekcji i nauczycieli, ale również mentalności rodziców i samych uczniów. Najlepiej najpierw poznaj środowisko, w którym pracujesz, a potem testuj wszelkie nowinki. Nie odpuszczaj, ale pamiętaj, że niewiele zdziałasz bez współpracy z innymi. Oczywiście szkoły niepubliczne są zdecydowanie bardziej chętne do rewolucji.

Jestem specjalistką w mojej dziedzinie

czy coś może pójść nie tak? Jasne! Nie zapomnij o jednym z praw Murphy'ego: Jeżeli coś może się nie udać, to się nie uda. Znajomość swojego przedmiotu to oczywiście podstawa. Niewiele osób będzie szanowało nauczyciela, który nie wie, o czym mówi. Jednak jeszcze ważniejsze jest to, czy potrafisz tę wiedzę sprzedać. Oczywiście w ekskluzywnej szkole średniej twoja wiedza może być ważniejsza od umiejętności wychowawczych, ale w podstawówce będzie odwrotnie.

Powtórz sobie informacje z kursu pedagogicznego, a jeszcze lepiej rozmawiaj ze znajomymi, którzy mają dzieci w wieku twoich uczniów. Czasami utnij sobie pogawędkę z samymi milusińskimi. Zdarza się, że wiele ambitnych planów serwowanych czwartoklasistom musi ustąpić przed ich tempem pisania i rozwiązywania zadań oraz faktem, że nikt ich wcześniej nie nauczył pracy w grupie. Nie zapomnij, że w zależności od wieku dzieci mają odmienny czas koncentracji. Nie daj się pokonać biologii.

Wujek dobra rada

Nie wiem, jaki jest twój temperament i jak dogadujesz się z innymi, ale dobra komunikacja to połowa sukcesu. Szczególnie kiedy masz do rozwiązania problemy wychowawcze. Dzięki dogadaniu się z innymi nauczycielami dużo łatwiej rozpoznasz potrzeby podopiecznych i odpowiednio zareagujesz.

Twoimi sojusznikami są również rodzice i uczniowie. Ci pierwsi to najlepsi specjaliści w sprawie konkretnego dziecka. Nawet jeśli są mocno roszczeniowi, rozmawiaj, tłumacz, bądź asertywny, ale nie lekceważ ich. Pytaj o zdanie również swoich podopiecznych. Zobaczysz, jak wiele mogą dać krótkie rozmowy prowadzone w czasie przerw. Nie obrażaj się na to, że na samym początku będą cię "próbować". Wyluzuj i konsekwentnie testuj różne metody. Na pewno, tak jak twoi uczniowie, popełnisz masę błędów, ale i oni, i ty, macie do tego prawo. Dystans do siebie i innych oraz poczucie humoru nie zastąpią profesjonalizmu i pozytywnej dyscypliny (pewnie znałeś takich "fajnych" nauczycieli niczego), ale mogą sporo pomóc.

Głowa do góry!

Możliwe, że czytając ten tekst pomyślałaś, że albo autor jest strasznym malkontentem (to fakt, ale wolę określenie "realista"), albo praca w szkole to ciągłe przeszkody. Jak mawiał klasyk: "Hakuna matata". Pracujesz z ludźmi, możesz realizować swoje pasje w pracy oraz mieć realny, dobry wpływ na innych... i te wakacje! Czy można chcieć więcej? (Może poza podwyższeniem wynagrodzenia nauczyciela stażysty, no ale to przecież już dawno sprawdziłeś.) Powodzenia!

Janek, nauczyciel po trzydziestce z siedmioma latami doświadczeń w szkole