Jak nie dołować naszych dzieci


RAPORT AKADEMII PRZYSZŁOŚCI

Co trzeci uczeń na pytanie, jak często czuje się z siebie dumny, odpowiada „nigdy” lub „rzadko”. Co dziesiąty Deklaruje, że rodzice nie interesują się jego sprawami, nawet gdy dzieje się coś dla niego ważnego. Tak Wynika z „raportu o dołowaniu” przygotowanego przez akademię przyszłości – siostrzany program Szlachetnej paczki wspierający dzieci, które nie wierzą w siebie. Wspólnie możemy zmienić te niepokojące zjawiska. Nie dołować, nie pouczać, nie zagłaskiwać, nie uciszać i nie oceniać.

Możemy zrobić coś jeszcze… Ufundować indeks wybranemu dziecku z tegorocznej edycji Akademii Przyszłości. Poznajcie historie dzieci z Akademii i pomóżcie im odzyskać wiarę w siebie. Wystarczy wejść na stronę internetową: dzieci. akademiaprzyszlosci.org.pl.

Pouczanie, język pozbawiony szacunku, nadopiekuńczość, brak możliwości współdecydowania, ocenianie czy wytykanie błędów nie odnoszą się jednak tylko do dzieci. Dotyczą wielu z nas. Jako dorośli musimy żyć z konsekwencjami urazów i braków z dzieciństwa. Nasze dzieci nie muszą.

Nie muszą zamieniać marzeń na troski. Mogą je realizować, a dzięki temu w dorosłym życiu osiągać lepszą pozycję społeczną i ekonomiczną oraz budować prawidłowe relacje rodzinne.

O tych problemach najmłodszych wciąż mówimy za mało. Potwierdzają to prawdziwe historie dzieci z Akademii Przyszłości. Na przykład Ada marzy o tym, żeby „być mądrzejsza”. Nieśmiała i zamknięta w sobie 11-latka w szkole nie ma nikogo bliskiego. Tak wiele razy słyszała, że coś z nią „nie tak”, że zaczęła w to wierzyć. Kiedy słyszy, że pięknie rysuje i ma wspaniałą wyobraźnię, myśli: „Chcecie mnie tylko pocieszyć, wiem, że jestem beznadziejna”.


Zdołowane

Skoro nam ktoś kiedyś mówił, żebyśmy się nie popisywali, nie wychylali i nie próbowali, bo przed nami byli już inni, mądrzejsi – dlaczego mielibyśmy tego oszczędzić naszym dzieciom? Niech też wiedzą, gdzie jest ich miejsce.

– Co trzeci uczeń w Polsce rezygnuje ze starań, gdy uznaje, że nie jest wystarczająco dobry w danej dziedzinie.

– Aż 33 procent uczniów na pytanie, jak często czują się z siebie dumni, odpowiedziało „nigdy” lub

„rzadko”.

– Co dziesiąty uczeń nie doświadcza uczucia dumy nawet wtedy, gdy coś osiągnie.

– Ponad połowa uważa, że poniesione porażki to rezultat bycia „za mało uzdolnionym lub uzdolnioną”.

To, jak mało lub bardzo ważni czujemy się jako dzieci, wpływa na całe nasze dorosłe życie. Czasem – a nawet z reguły – do powstania fałszywych i szkodliwych wyobrażeń na własny temat nie potrzeba wiele. Wcale nie musimy mówić dziecku: „Jesteś nieważne”. Wystarczy, że wciąż będzie od nas słyszało, że popełnia błędy. Wskutek tego automatycznie i nieświadomie przetłumaczy to sobie na „nie zasługuję na miłość”, „jestem okropna”, „nic nie znaczę”. I będzie traktowało to jako fakt. Prawdę.

W dorosłym życiu skutecznie utrudni mu to budowanie relacji opartych na ufności i bliskości. Będzie ich pragnęło – jak niemal każdy – ale równocześnie, w obawie przed zranieniem, będzie też od nich uciekało.


Zdołowane – prawdziwa historia

Igor ma 10 lat i jest leniem. Tak o sobie mówi i tak o sobie myśli. Jego mama i tata też tak mówią. Igor uważa, że „życie jest straszne i zawsze może być gorzej”. Koledzy raczej go nie odwiedzają, bo „nic ciekawego nie ma”. Każde zdanie zaczyna od „nie wiem”. Nawet jeśli wie.

Gosia sumiennie odrabia prace domowe i starannie prowadzi zeszyty. Zależy jej, żeby nie było w nich żadnych błędów ortograficznych. Koleżanki ją lubią, a nauczyciele chwalą, ale ona i tak sądzi, że niewiele potrafi. Boi się wyrażać własne zdanie i podejmować decyzje. Uważa, że jest do niczego. Ma problem w nazwaniu w sobie choćby jednej dobrej rzeczy. Chciałaby zostać weterynarzem albo aktorką, ale się tego wstydzi. Marzenie? Aby na świecie nie było alkoholu.

Bruno chciałby zostać kucharzem. Ma dziewięć lat i marzy o podróżach i próbowaniu smaków w najrozmaitszych zakątkach świata. O egzotycznych daniach wie mnóstwo. Jego koledzy i nauczyciele nie mają pojęcia o jego pasji. Bruno raczej się nie odzywa, ma wadę wymowy i się wstydzi. „Raczej nie wierzę, że mi się uda” – mówi.

Rozwiązanie: Zamiast dołować – motywować i doceniać

Problemem większości z nas nie jest to, że mierzymy za wysoko i nam się nie udaje – ale to, że mierzymy za nisko i odnosimy sukces. Wielu w najwyższym stopniu utalentowanych, błyskotliwych ludzi myśli, że takimi nie są, ponieważ rzeczy, w których byli dobrzy, nie były w szkole cenione albo wręcz były piętnowane.

sir Ken Robinson, pisarz, reformator brytyjskiego systemu edukacji


Pouczane

Skoro my mogliśmy kiedyś wkuwać, uczyć się wszystkiego na pamięć i nie zadawać przy tym miliona pytań, dlaczego dziś dzieci miałyby mieć z tym problem? Zakuć – zdać – zapomnieć. Może i nie wspominamy tego najlepiej, ale jakoś nie przeszkodziło nam to „wyjść na ludzi”.

– Co piąty badany uczeń na świecie nie radzi sobie nawet z najłatwiejszymi zadaniami, wymagającymi zastosowania wiedzy praktycznej przy użyciu komputera jako narzędzia poszukiwania informacji.

– Co siódmy 15-latek w Polsce nie rozumie czytanego tekstu. Wielu uczniów spędza czas na lekcjach w niemal całkowitej bierności – słuchając tego, czego nie rozumieją i nie umieją odnieść do własnego doświadczenia, popadają w apatię i przygnębienie. Tymczasem dzieci chcą się uczyć, na tym polega dorastanie. Lecz uczenie się a bycie pouczanym to nie to samo. Jak dowodzą psychologowie, młodzi ludzie dużo chętniej podejmują wysiłek, gdy mogą się w coś zaangażować, a aktywność ta pobudza ich zmysły. Najszybciej uczą się wówczas, kiedy sami czegoś doświadczają, a nie wtedy, gdy ktoś próbuje im coś „wtłoczyć” do głowy.

Mało tego, nasz mózg jest tak skonstruowany, że musi mieć do czego odnieść pozyskaną informację, by na dłużej ją zakodować. Nie można nikogo nauczyć czegoś, co jest dla niego lub dla niej niezrozumiałe na poziomie percepcji. Aby dziecko zrozumiało informację, musi samodzielnie odkryć i uznać jej znaczenie, dokonać stosownej analizy i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Tylko wtedy, gdy pozwalamy dzieciom działać i eksperymentować, w ich mózgach aktywują się substancje neurochemiczne, dzięki którym rozpoczyna się naturalny i aktywny proces uczenia się.


Pouczane – prawdziwe historie

Staś ma problemy z koncentracją, szybko się denerwuje i zniechęca, a do tego często popada w konflikty z rówieśnikami. Zdarza mu się też być agresywnym wobec kolegów. To dlatego nie lubi szkoły. Nie wie też, kim chciałby zostać. No chyba że milionerem. Nauczyciele mówią, że ma dużą wyobraźnię, a jeśli coś go zainteresuje, potrafi się zaangażować całym sobą. Uwielbia eksperymentować i konstruować. Gdyby miał supermoc, wynalazłby paliwo, które nie zanieczyszcza powietrza.

Kamil chce, żeby go lubiano. Wypróbował już, że jak przeszkadza na lekcji, to jego koledzy są zadowoleni. Ale na krótko. W czasie przerw wciąż się z niego nabijają, ucieka wtedy do szatni. Gdyby koledzy zobaczyli jego mokre policzki, byłoby jeszcze gorzej.

Rozwiązanie: Zamiast uczyć jednostronnie – projektować doświadczenia

Wyobraźmy sobie, że istnieje planeta bez szkół i nauczycieli, gdzie nauczanie nie jest znane, a jednak jej mieszkańcy poprzez codzienne życie i poruszanie się dowiadują się wszystkich rzeczy, a w ich umysłach odbywa się cały proces nauczania. Myślicie pewnie, że przesadzam? Oczywiście, to wydaje się dziwaczne, a jednak jest rzeczywistością. To sposób, w jaki uczy się dziecko. Taką właśnie ścieżką podąża. Uczy się wszystkiego bez świadomości, że jest to nauka. Stopniowo przechodzi od nieświadomości ku świadomości, krocząc ku coraz większej radości i miłości.

Maria Montessori, lekarka i pedagog, twórczyni kompleksowego systemu wychowawczego


Zagłaskane

Skoro stać nas na unikanie tak niebezpiecznych sytuacji i przykrych doświadczeń jak realne życie oraz szczere relacje z innymi ludźmi, tym bardziej powinniśmy chronić przed nimi nasze dzieci.

Dzieci otoczone nadmierną opieką dorosłych zdradzają trudności z dostosowaniem się do codziennych wyzwań już wieku pięciu lat. Jak wykazało badanie, w którym przez osiem lat śledzono losy ponad 400 dziewczynek i chłopców, te same dzieci mają potem większe problemy w szkole – w wieku 10 lat mają problemy z regulowaniem swoich emocji, łatwiej wpadają w złość, dużą trudność sprawia im nawiązywanie przyjaźni, gorzej też radzą sobie z nauką niż rówieśnicy, którzy nie doświadczyli nadopiekuńczości.

Zagłaskiwanie dzieci to problem o wiele większy i szerszy niż mogłoby się wydawać na podstawie anegdot o nadopiekuńczych babciach czy ciociach. Jeśli „przychylanie nieba” młodemu człowiekowi polega na eliminowaniu z jego życia sytuacji, w których mógłby popełnić błąd, w praktyce oznacza to wyrządzanie mu krzywdy. Zazwyczaj jest też przejawem skrajnego egoizmu dorosłych, a nie ich miłości. O ile łatwiej – i szybciej! – jest bowiem zrobić coś za dziecko, niż towarzyszyć mu w potknięciach, cierpliwie obserwować, jak się uczy czy tylko być obok, gdy samo rozwiązuje konflikty z rówieśnikami. Konsekwencją nadopiekuńczości rodziców, a więc wyręczania dzieci niemal we wszystkich trudnych sytuacjach, jest ugruntowywanie w nich fałszywego przekonania, że popełnianie błędów i potknięcia to coś złego – coś, co nie powinno się zdarzać. Nie tylko wprowadza to dziecko w niezdrowy stan ciągłego napięcia, wynikającego z nieustannej czujności („czy tym razem sobie poradzę, czy znowu nie zrobię czegoś źle? ”), ale kształtuje osobowość, która wraz z wiekiem jest bardziej podatna na depresję, chętniej polega na opinii innych niż własnych przekonaniach oraz szybciej się wycofuje i rezygnuje w sytuacjach, w których nie ma pełnej kontroli nad okolicznościami.

Inaczej mówiąc: nadopiekuńczość wobec dzieci dewastuje ich poczucie własnej wartości jako dorosłych


Zagłaskane – prawdziwe historie

Lucjan bał się jazdy windą. Tak bardzo, że w ogóle nie chciał do niej wsiadać. Ania, z którą wybrał się do muzeum, nie nalegała. Powiedziała mu, że w baniu się nie ma nic złego. Uspokoił się i zwiedzali dalej. Pod koniec wycieczki, gdy mieli już wracać, Ania skierowała się ku schodom. Lucjan zatrzymał ją:

– Skoro to tylko trzy piętra… Może

spróbuję?

– Nie musisz – powiedziała. Ale on chciał. Pojechali.

– Dlaczego to zrobiłeś? – spytała Ania.

– Bo pani się ze mnie nie śmiała, że boję się głupiej rzeczy.

„Daj to”, „nie tak”, „źle”, „zostaw”, „poprawię ci to” – Alicja ciągle słyszy to samo. I jeszcze: że mogłaby się wreszcie nauczyć, taka duża dziewczyna, a nie potrafi zawiązać butów. Do szkoły zakłada więc takie na rzepy. Nie lubi ich, ale przynajmniej nie musi się wstydzić. Gdy idzie gdzieś z mamą i może założyć swoje ulubione, ze sznurówkami, zawsze próbuje zawiązać je sama. Wystarczy jednak, że zawaha się przez krótką chwilę, mama od razu się niecierpliwi. Prycha, klęka i znowu narzeka, że wszystko musi robić za nią.

Rozwiązanie: Zamiast zagłaskiwać – stawiać wyzwania

Nie biegaj, bo wpadniesz pod konie. Nie biegaj, bo się spocisz. Nie biegaj, bo się zabłocisz. Nie biegaj, bo mnie głowa boli. […] I cała potworna maszyna pracuje długie lata, by kruszyć wolę, miąć energię, spalać siłę dziecka na swąd. […] Jeśli umiecie diagnozować radość dziecka i jej natężenie, musicie dostrzec, że najwyższa jest radość z pokonanej trudności, osiągniętego celu, odkrytej tajemnicy. Radość triumfu i szczęście samodzielności, opanowania i władania.

Janusz Korczak, lekarz, pedagog, pisarz, działacz społeczny


Uciszane

Skoro wszyscy wiemy, że dzieci (i ryby) głosu nie mają, po co komplikować sobie życie, dopuszczając je do współdecydowania? Skąd dziecko miałoby wiedzieć, co jest dla niego dobre, jeśli nawet my sami – dorośli i doświadczeni – często nie mamy o tym pojęcia?

Dorośli, którzy jako dzieci pozbawieni byli możliwości współdecydowania nawet w prostych sprawach, a styl wychowania, jakiemu zostali poddani, opierał się na bezwzględnym posłuszeństwie motywowanym obawą przed karą, nie tylko cechują się niższym poczuciem własnej wartości niż osoby mające trening w braniu odpowiedzialności za decyzje, ale też łatwiej ulegają zewnętrznym wpływom – modom, stereotypom, reklamom, władzy. Są również bardziej podatni na manipulacje i przemoc. Angażowanie najmłodszych w podejmowanie decyzji, które ich dotyczą, to nie „wymysł naszych czasów”. Szkodliwą nowinką jest raczej nadmierna kontrola, której poddajemy dzieci, szczelne wypełnianie „niezbędnymi” zajęciami ich harmonogramu oraz chronienie ich przed konsekwencjami porażek. Tak, chronienie dzieci przed porażkami szkodzi ich zdrowiu – psychicznemu i fizycznemu.

Bo porażka to naturalny element rozwoju. Pozbawiając dzieci tego doświadczenia albo – co jeszcze gorsze – utwierdzając je w przekonaniu, że porażka to coś niewłaściwego, wstydliwego, co nie powinno się nam przytrafiać, okradamy je z okazji do nauki (tej najlepszej, płynącej z doświadczenia, nie z wkuwania) i budujemy w nich fałszywe wyobrażenie o rzeczywistości. Im „lepiej” nam to wychodzi, tym większy zawód i boleśniejsze zderzenie z rzeczywistością czeka dziecko w przyszłości.


Uciszane – prawdziwe historie

Koledzy źle traktują Michała. Chłopiec wyróżnia się wyglądem na tle rówieśników: ma nadwagę i problemy ze zgryzem, a to z kolei utrudnia mu komunikację. „Chciałbym być jak inni” – powtarza z żalem, by za chwilę samemu zwątpić w swoje słowa. „Ale czy jakbym był jak oni, to też musiałbym dokuczać takim jak ja? ” – zastanawia się.

Rozwiązanie: Zamiast traktować z góry – dawać możliwość współdecydowania Poczucie wartości może wzrastać tylko w atmosferze, w której indywidualne różnice są doceniane, błędy tolerowane, komunikacja jest otwarta, a zasady są elastyczne.

Virginia Satir, psychoterapeutka, pracowniczka socjalna, autorka książek


Oceniane

Skoro nas w szkole oceniano, i to już od pierwszej klasy, nie ma powodu, żeby to zmieniać. Dociekanie przyczyn każdego wybryku czy niezgodnego z naszymi oczekiwaniami zachowania dziecka to dzielenie włosa na czworo. Wymówkę można znaleźć na wszystko. To nie przypadek, że coraz więcej ludzi – również bardzo młodych lub wręcz dzieci – cierpi na depresję. Szacuje się, że w Polsce problem ten może dotyczyć co piątego nastolatka. I nie chodzi tu o „trudny wiek”, dorastanie i wszystkie inne wytłumaczenia- -wytrychy, które są tylko dowodem bezradności w konfrontacji z problemem, ale o poważną chorobę, która bagatelizowana prowadzi do dalszych zaburzeń psychicznych i uniemożliwia szczęśliwe życie.

Zbyt wysokie wymagania, niekonsekwencja w ich egzekwowaniu, przebodźcowanie, nieograniczona konsumpcja informacji i uzależnienie od ich ciągłego sprawdzania oraz monitorowania reakcji otoczenia (syndrom FOMO – ang. Fear of missing out, czyli lęk przed pominięciem, przegapieniem czegoś) – to wszystko tworzy niezwykle toksyczne środowisko, w jakim wzrastają dziś dzieci.

Gdy zamiast wsparcia, próby zrozumienia i indywidualnego potraktowania otrzymują wyłącznie oceny i krzywdzące podsumowania, ich sytuacja – z trudnej – staje się beznadziejna.


Oceniane – prawdziwe historie

Ada chciałaby być mądrzejsza. Tak mówi, bo ciągle słyszy, że coś z nią „nie tak”. Jest nieśmiała, zamknięta w sobie i nie ma w szkole nikogo bliskiego. Przez trudności w nauce i brak wsparcia, została na drugi rok w tej samej klasie, co sprawiło, że jeszcze mniej wierzy w siebie. Bo jak ma wierzyć? Kiedy ostatnio ktoś jej powiedział, że pięknie rysuje i ma wspaniałą wyobraźnię, pomyślała, że to tylko tak, by ją pocieszyć.

Pani uważa, że Gabryś reaguje nieadekwatnie do sytuacji. On tego nie rozumie. „Nieade… co? ” Po prostu, jak coś mu się nie udaje, bije się po głowie. „Jestem głupi” – śmieje się, chociaż wcale się nie uśmiecha.

Rozwiązanie: Zamiast oceniać – zrozumieć przyczyny i na nie odpowiadać. Nie pobudzamy do lepszych zachowań, kwestionując wartość dziecka, jego inteligencję, moralność, charakter, pobudki czy psychikę. Nikogo nie uczyniono „dobrym”, mówiąc mu, że jest „zły”.

Nathaniel Branden, psychoterapeuta, pisarz oprac.