Doba jest za krótka


Joanna Nowak i Ewa Stankowska

Wyjątkowy gość słuchaczy ISP. Nie słyszy od 5. roku życia, ale jak mówi! Kiedy miała pięć lat niemal całkowicie utraciła słuch. Nie korzystała z pomocy logopedycznej i psychologicznej. Mimo to ukończyła szkołę podstawową, a potem średnią i doskonale mówi. Z aparatów słuchowych korzysta dopiero od trzech lat. Dziś ma rodzinę i jest aktywna zawodowo. Mówi, że doba jest dla niej za krótka.

Spotkanie z Joanną Nowak odbyło się 27 kwietnia br. w Instytucie Studiów Podyplomowych w Tychach, podczas zajęć z surdopedagogiki prowadzonych przez Ewę Stankowską.

Pani Joanna urodziła się jako dziecko słyszące. Rozwijała się prawidłowo. Nie chorowała. Kiedy miała 5 lat przeziębiła się. Pediatra przepisał jej lekarstwo. Po jego zażyciu niemal całkowicie straciła słuch.

- Pani Asia jest niezwykłą osobą. Gdyby nie jej iloraz inteligencji, to zapewne znalazłaby się w szkole specjalnej. Jak pani dała sobie radę? Bez pomocy specjalistów, bez aparatów słuchowych? - pytała Ewa Stankowska.

- Pomogli mi rodzice i starszy brat. Traktowali mnie jakbym była zdrowa. Nie rozpieszczali. Jednocześnie umiejętnie budowali we mnie poczucie wartości. Mój tata dużo ze mną rozmawiał. Nie miał żadnego przygotowania, ale uczył mnie rozpoznawania dźwięków i mowy odczytywanej z ust.

Słuchaliśmy jak tyka zegar.

Chodziliśmy do lasu łowić różne dźwięki, ale śpiewające ptaki usłyszałam dopiero w 2011 r., kiedy dostałam pierwszy aparat. Tata był bardziej cierpliwy niż mama, bo ja zadawałam dużo pytań. Jak w telewizji leciał film przyrodniczy, nie wiele rozumiałam, bo lektora nie było widać. Pytałam mamy o czym to było, a ona na to: „trzeba było słuchać” (śmiech) – mówiła Joanna Nowak.

- Jak przewróciłam się na rowerze i miałam rozbite kolano, płakałam... Tata nie odpuszczał. Kazał mi zreferować co się stało. Wyraźnie wypowiedzieć każde słowo. Jak je powtarzałam, to zapominałam o płaczu i rozbitym kolanie. Rodzice uczyli mnie życia, wartości. Jednocześnie pozwolili mi kierować się intuicją. Dali mi ramy, które dziś wypełniam wiedzą – dodała pani Asia.

Jak było w przedszkolu i szkole?

- W przedszkolu traumatyczną zabawą był dla mnie...

głuchy telefon.

Siedziałam wtedy z boku i czekałam aż reszta dzieci skończy się bawić. W podstawówce nie miałam problemów z pracami pisemnymi czy nauczeniem się wiersza. Gorzej było np. na lekcji rosyjskiego, kiedy trzeba było prowadzić dialog z koleżanka z ławki. Moja mama poszła wtedy do szkoły i wyjaśniła, że nie słyszę. Pani z rosyjskiego podeszła do mnie ze zrozumieniem. Oceniała mnie z czytania, pisania czy deklamowania, ale nie z rozmów – wspominała Joanna Nowak. - Dziś takie rozwiązanie musiałoby być poprzedzone 10 pismami i mnóstwem formalności - skomentowała Ewa Stankowska.

Po latach Joanna Nowak spotkała jedną ze swoich nauczycielek i ta była zdziwiona, że jej była uczennica nie słyszy. W szkole nie zorientowała się, podobnie jak wiele osób z otoczenia pani Asi. - Ciocia miała męża z północnej Polski. Inny akcent, inna mowa. Nie rozumiałam co on do mnie mówi. Starałam się więc patrzeć na ciocię. Z kontekstu domyślałam się o co chodziło wujkowi i odpowiadałam mu.

Nie domyślali się,

że go nie rozumiem. Jak powiedziałam to cioci po latach, to się wzruszyła. „Jak to, przecież normalnie z nim mówiłaś”.

- Rodzice nie narzucali mi, że mam się uczyć wszystkiego za wszelką cenę. Miałam wiedzieć tylko tyle, ile jest konieczne, a rozwijać to, w czym jestem dobra. To spowodowało, że się nie zniechęcałam i miałam w sobie motywację, aby dorównać zdrowym rówieśnikom Ważniejsza była równowaga psychiczna, czas na zabawę. Dziś jest ciśnienie, żeby dzieci miały piątki ze wszystkich przedmiotów. To nie jest dobre. Zabija chęć do rozwijania swoich zainteresowań – uważa Joanna Nowak.

- Nie umiem sobie wyobrazić jak pani czuła się wieczorem jako dziecko. Nikt do pani nie mówił. Nie miała pani aparatów słuchowych. Były jakieś dźwięki w uszach czy kompletna cisza? - pytała na wykładzie Ewa Stankowska

- Powiem szczerze. Wtedy potrafiłam rozmawiać z Bogiem.

Bardzo głośno, żeby nie było ciszy.

Albo mu dziękowałam za to, co przyniósł mi dzień, albo opieprzałam za to, że tego dnia o mnie zapomniał – usłyszeli słuchacze ISP. - W te wieczory, przed lustrem mówiłam głośno, żeby się słyszeć. Kreowałam sobie rozmowy, które chciałam odbyć nazajutrz. Wyobrażałam sobie swoje przyszłe życia, żeby być kimś...

Dziś pani Joanna ma 43 lata, męża i trójkę dzieci. Od 2016 r. posiada nowoczesne aparaty słuchowe. W dzieciństwie z nich nie korzystała, bo przy jej typie ubytku słuchu nie można było ówczesnego sprzętu dobrze dostroić. Teraz jest jej zdecydowanie łatwiej. Nie jest zdana tylko na odczytywanie mowy z ust. Dzięki technologii bluetooth może też odbierać telefon komórkowy i słuchać audiobooków. - Nie mam czasu na czytanie. Pracuję w zakładzie w tyskiej strefie ekonomicznej, a w drugiej pracy szyję rolety rzymskie. Zawsze lubiłam szyć. Przy roletach mam swój azyl. Pracuję, a jednocześnie słucham audiobooków. Była też ostatnio na szkoleniu w Warszawie pt. „Kobieta niezależna”. Doba jest dla mnie za krótka!

(J)